Martyna znana jest z robienia rzeczy nietuzinkowych. Zdobywanie korony świata, udział w rajdach zarezerwowanych dla mężczyzn – to dla niej betka. Ale czy na świecie są podobne kobiety? Wojciechowska odnalazła je na krańcu świata.
Książka składa się z reportaży pokazujących fascynujące miejsca, i kulturę. Martyna Wojciechowska przemierzyła kulę ziemską w poszukiwaniu bohaterek do swojego najnowszego programu Kobieta na krańcu świata.. Odnalazła je między innymi w najbiedniejszej dzielnicy boliwijskiego La Paz, na argentyńskiej pampie, rajskiej plaży Zanzibaru i w pływającym domu na zatoce Ha Long.
Kobiety, które przedstawia autorka są niezwykłe. W świecie, gdzie rządzi kult macho czy też mężczyzna rządzi niewiastą nie jest im łatwo żyć. One stanowią wyrwę w tym uporządkowanym dla samców środowisku.
Nie jest oczywiście łatwo. Szykany, ból czy odrzucenie – to niektóre przykrości spotykające kobiety. Jednak one – element rządzący w XXI wieku nadają ton powolnym zmianom, jakie zachodzą w ich krajach.
Całość napisana lepiej niż wszystkie książki Pałkiewicza. Dodajmy do tego jeszcze żywe foto – i za dość wysoką cenę otrzymujemy książkę idealną.
Zdecydowanie warto.
Martyna Wojciechowska
“Kobieta na krańcu świata”
wydawnictwo National Geographic
2009
Hubert Klimko – Dobrzaniecki rozprawia się ze swoją 40-tką tak, jak na pisarza przystało. “Rzeczy pierwsze” są raz totalnie głupie, innym razem niesamowicie odkrywcze.
Przydomowy cmentarzyk pod płodną jabłonką. Ciemna Islandia. Freudowski Wiedeń, gdzie psychoterapeuta może nagle zmienić się w łabędzia. Woźny Pietrzak, który dokarmia kawkę i poleruje swe sztuczne oko rąbkiem poduszki (uprzednio wyrzucając wujka z łóżeczka). No i te rzeczy pierwsze, których pewnie nikt nie pamięta (oprócz Dobrzanieckiego i Detektywa Monka).
Narrator świrnięty, jak cała opowieść bawi się z czytelnikiem co rusz rzucając go na nowe, nieodkryte oceany. Jednak w obliczu lat 40 nawet spokojny inżynier Karwowski dostał małpiego rozumu. Dlatego Klimko w całym tym arsenale dziwacznych zdarzeń, osób i słów nie szokuje.
Jednak przyznaję – humor poprawił mi się przez 20-minutową lekturę “Rzeczy pierwszych”. Może nie jest to dawka wymarzona – jednak dobra na tyle, by w stanie euforii pochodzić sobie parę godzin po tym świecie.
Pewnie koniec końców jak i ja dożyję tylu lat – uznam Klimka za twórcę arcydzieła. Na razie jednak można było kupić, choć w tym samym czasie pojawiły się lektury ciekawsze.
Hubert Klimko – Dobrzaniecki
Rzeczy pierwsze
wydawnictwo Znak
2009
Chłopcy i dziewczęta, które dobrze znają się na tworzeniu treści internetowych – do boju. Nadchodzą nasze rządy wypracowane przez leniwych administratorów IT oraz zarządy, które chciałby tylko więcej i więcej.
Czy uważasz, że większość stron polskich firm woła o pomstę do nieba? I nie chodzi tu o ich wykonanie, ale o treść. Dlaczego redaktor ma dostawać mniej pieniędzy niż grafik czy programista? Dlaczego firmy wolą wydawać pieniądze na techniczną stronę internetowej inwestycji, a nie na język właśnie?
Pytania można mnożyć, jednak sądzę, że odpowiedź tkwi w przyzwyczajeniach oraz słabo rozwiniętym rynku internetowym w Polsce. Może problem tkwi w słabych statystykach czytelnictwa (choć badania, które tak słabo je przedstawiają również są baaaardzo wątpliwe), które pokazuje, że nawet kadra zarządzająca słowa pisanego nie ceni – w myśl zasady byle by było dużo stron – dużo treści i jakiś blog. A jakość w d…
Gerry MCGovern prawdopodobnie jako pierwszy opisał znaczenie treści dla strony internetowej. Dobra treść to dobre wyniki, wzrosty i zadowolenie z inwestycji. Jednak dobra treść musi od początku uczestniczyć w badaniach nad stroną. O czym warto pisać, a o czym pisać nie trzeba? Dlaczego ludzie poszukują informacji X, a nie Y? Wyjaśnia McGovern w swojej książce.
Może dziwić zwracanie ogromnej uwagi autora na ortografię, interpunkcję oraz styl wypowiedzi. “Przecież to oczywiste” – powiedział prezes jednej z firm, który książkę za moją namową przeczytał. Jednak gdy ogląda się wytwory polskiej wirtualnej rzeczywistości oczywistości nadal pozostają dla wielu rzeczami nie do przeskoczenia.
Autor zwraca uwagę na jeszcze parę ciekawych wątków. Jednak sama książka to nie wszystko. Brak doświadczenia plus lektura McGoverna nic nie dadzą. Zanim sięgniesz po książkę – posiedź trochę w internecie, naucz się, a potem zostań twórcą zabójczo skutecznych treści internetowych
Zabójczo skuteczne treści internetowe
Gerry McGovern
wydawnictwo Helion
2009
Wierni polskim przekładom czytelnicy mogą błogosławić październik tego roku. “Zamek z piasku, który runął” wieńczy dzieło, które rozsławiło nazwisko Larsson (nie mylić z piłkarzem) i sprzedało się w mln egzemplarzy.
Trzecia i ostatnia część serii Millennium zaczyna się w miejscu, w którym kończy się Dziewczyna, która igrała z ogniem. Lisbeth Salander przeżywa próbę pogrzebania jej żywcem. Ale jej kłopoty na tym się nie kończą. Mikael Blomkvist sięga w skrywaną przeszłość Salander i rusza w pogoń za prawdą. Pisze ważny tekst, który ma oczyścić nazwisko Lisbeth Salander i wywołać trzęsienie ziemi w rządzie, służbach bezpieczeństwa i całym kraju. Lisbeth Salander w końcu ma szansę pogodzić się z własną przeszłością.
Larsson we wszystkich 3 częściach “Millenium” udowodnił, że książka gruba nie musi być dennie nudna. Podczas gdy “Zmierzch” i inne tytuły nakazem wydawcy muszą mieć stron 500 plus, co powoduje powstanie zdań typu: Edwadr wyjrzał przez okno. Na zewnątrz była ładna/brzydka pogoda (potem parę stron opisu pogody), w szwedzkiej trylogii każde słowo ma sens, a objętość nie jest sztucznie pompowana.
Nie wiem, jak autor “Millenium” wpadł na pomysł tej historii. I nie chodzi tutaj o “Zamek z piasku, który runął”. Wszystkie 3 części są skonstruowane doskonale zarówno pod względem warsztatu jak i języka. Brawa należą się autorowi polskiego przekładu Larssonowskiego dzieła, który niewiernie tłumaczył tę opowieść (porównaj wierna angielska wersja).
Przednia zabawa, która uniemożliwia oderwanie się od książki na kilka godzin. Miłośnicy Larssona mogą wybierać się na ekranizację pierwszej części Millenium (premiera 6 listopada). Nieznający pisarza powinni modlić się o taki prezent pod choinkę.
Stieg Larsson
Zamek z piasku, który runął
wydawnictwo Czarna Owca
2009
Promocja książki „czarodziejki.com sex reportażu z życia w burdelu . Ewa Egejska, autorka bulwersującej książki o młodych, warszawskich prostytutkach, przepytywana w studio TVN przez Ewę Drzyzgę i jej publiczność w programie „Rozmowy w toku.
Szukasz pełnej humoru prozy fantasy? Lepiej nie mogłeś trafić – “Przenośne drzwi” Toma Holta zadowolą każdego konesera literatury.
Start w nowej pracy jest zawsze stresujący (zwłaszcza kiedy tak naprawdę jej nie chcesz). Gdy Paul Carpenter przychodzi do biura J.W. Wells & Co i od razu czuje się znudzony (jedynie nowa atrakcyjna koleżanka przyciąga jego uwagę), nawet nie ma pojęcia, w jakie wpadł tarapaty. Wkrótce odkrywa, że zarząd, który wypłacać mu będzie pensję, jest w rzeczywistości przykrywką dla niezwykle osobliwej “lewej” organizacji. Paul widzi, że dookoła dziwnie się dzieje, a w sobie (o zgrozo!) odkrywa niepokojące pokłady czarodziejskich talentów.
Gdyby był mądry i rozważny jak nakazują księgi przepowiadające wybranych otoczyłby się laskami i spijał drinki na ciepłej wyspie. Niestety, jak na nierozgarniętego Angola przystało dzięki magii pakuje się w nie lada kłopoty, z których trudno jest się wykaraskać.
O dziwo wydawnictwo Prószyński, które dawno nie gościło w moich rękach i nie zostało wsparte przeze mnie kupnem ich książki może się cieszyć faktem wydania takiej powieści (której już powinni zazdrościć inni wydawcy literatury fantasy).
Tom Holt ma dar do tworzenia opowieści trzymających w napięciu (jak w dobrej jakości thrillerze) a na dodatek okrasza to sporą dawką uniwersalnego (na szczęście nie angielskiego) humoru, który podoba się lecz nie powoduje totalnej chichawki. Dla jaj nazywa go ktoś następcą Pratchetta. Daleko mu do niego – na całe szczęście z takim stylem pisania może orać swoje poletko dalej bez obaw, że pozostanie bez środków do życia.
Mieszające się z popkulturą motywy literackie (gnomy, smoki, wróżki czy trolle) oraz polskie akcenty (Kazimierz Susłowicz – ponoć olbrzym) dodają całej opowieści pikanterii i zdecydowanie przemawiają za tym, by wspierać finansowo wydawcę oraz autora. Magiczne mikstury oraz niespodziewane wydarzenia rodem z horroru – to tylko epizodyczne – lecz ważne w całej narracji akcenty, które proszą o
Przednia zabawa gwarantowana – ja czekam na kolejne jego opowieści.
Chcąc być najlepszym wydawcą, któremu “dobrze się wydaje” Znak inwestuje w niecodzienne premiery. Tak jest w przypadku “Wichury w Hawanie” oraz całego cyklu “Cztery pory roku” Leonardo Padury.
Posępny porucznik Mario Conde, nie stroniący od cygar i alkoholu, wyjaśnia zagadkę zabójstwa młodziutkiej nauczycielki chemii z hawańskiego liceum. Okrutne morderstwo nie ma podłoża rabunkowego, dziewczyna wydaje się mieć nienaganny Życiorys i zaplecze finansowo partyjne ze strony wysoko postawionego ojczyma. Niestety, na Kubie nie wszystko złoto co się świeci i sprawa przybiera nieoczekiwany obrót, którego finał zaskakuje nawet najbardziej wytrawnych miłośników kryminału.
“Wichura w Hawanie” w swoim zamyśle ma być kryminałem i choć wątek zabójstwa ciągnie się przez całą książkę, to nie stanowi on fundamentu, który jest głównym atutem tego dzieła. Senne i marzycielsko snujemy się uliczkami Hawany, gdzie porucznik Conde – romantyk numero uno w światowej policji dzieli się swoimi przemyśleniami na temat przeszłości, teraźniejszości i przyszłości tej wyspy.
Zakochany w tajemniczej Karinie musi jednak prowadzić śledztwo, które nie do końca go interesuje. Bardziej miłość, namiętność czy wieczne oddanie stanowi dla niego wartość niż znalezienie sprawcy okrutnej zbrodni. Chociaż nie ma się co dziwić – pieniądze są małe, władza do niczego, a przyszłość nie rysuje się w różowych barwach. Więc zostaje tylko świat marzeń i większych uczuć.
Doskonale napisana i przetłumaczona (to opinia tych, którzy mogli poczytać sobie Padurę w oryginale) stanowi ciekawe wprowadzenie w kubańską literaturę. Szkoda tylko, że kryminalna część tej książki została przez autora totalnie olana. Dlatego pozostałe trzy jego książki pozostawiam nieprzeczytane – co radzę również zrobić innym.
Leonardo Padura
“Wichura w Hawanie”
wydawnictwo Znak
2009
Sanok, koniec XIX wieku. Kraniec cywilizowanego świata. Odkąd pod murami klasztoru znaleziono rozszarpane ciało rajcy miejskiego, ludność miasteczka żyje w ciągłym strachu. Mnożą się opowieści o bestii, którą nocą wychodzi z lasu, aby zabijać.
Dwudziestosiedmioletni Borys pracuje jako nauczyciel córki miejscowego lekarza. Przypadkiem trafią na sekcję zwłok ofiary: na jej ciele są ślady kłów, ale także… ludzkich dłoni. Dochodzenie prowadzi austriacki komisarz policji, sprawą interesuje się również dziennikarz lokalnej gazety. Czy na trop mordercy naprowadzą wizje, które Borys miewa od dzieciństwa? A może z zabójstwem ma coś wspólnego tajemnicza kobieta, która zamieszkała u miejscowej prostytutki?
Złoty wilk to połączenie powieści kryminalnej retro i mrocznego thrillera, bezbłędnie skonstruowane i trzymające w napięciu. Mistrz opowieści, a zarazem mieszkaniec Sanoka i znawca jego historii zabiera czytelników w fascynującą i wiarygodną wędrówkę po ulicach i zaułkach miasteczka sprzed stu lat.
Złoty wilk
Bartłomiej Rychert
wydawnictwo W.A.B
2009
Zbiór szokujących, jak sam główny bohater, artykułów na temat popularnego serialu “Dr House”.
Autorzy esejów starają się zanalizować różne aspekty serialu, na przykład: Jak myśli House? Dlaczego House tak naprawdę zatrudnił Foremana, Cameron i Chase’a? Dlaczego Wilson wciąż się z nim przyjaźni? Kim, w zamierzeniu scenarzystów, miał być początkowo House? Jak rozpoznać oszustwa w serialu, którego głównym mottem jest “wszyscy kłamią”? Dlaczego pomysły House’a są lepsze niż wszstkich innych?
Autorami poszczególnych esejów są: Nick Mamatas, Craig Derksen, Lois Winston, Karen Traviss, Glenn McDonald, Donna Andrews, Jill Winters, Joyce Millman, Shan na Swendson, Robert T. Jeschonek, Geoff Klock, Jillian Hancock, Steven Rubio, Brad Sinor, Virgina Baker, Susan Engel i Sam Levin, James Gilmer, Mikhail Lyubansky i Elaine Shpungin, Linda Heath, Nancy Franklin.
Leah Wilson jest redaktorem książek: “Wisteria Lane: On America’s Favorite Desperate Housewives”, “James Bond in the 21st Century: Why We Still Need 007″, “Mapping the World of the Sorcerer’s Apprentice: An Unauthorized Exploration of the Harry Potter Series Complete Through Book Six”. Mieszka w Dallas.
Dr House – całkowicie bez autoryzacji
Leah Wilson
Prószyński
2009
Smaczny kąsek dla wszystkich, którzy poszukują w literaturze czegoś oryginalnego. Odświeżające połączenie afrykańskiej egzotyki z intrygą sensacyjną, obserwacjami obyczajowymi i nieco czarnym humorem.
Ermelindo, skromny cieśla, nie żyje od dwudziestu lat. Niestety, po niezgodnym z tradycją pochówku stał się zbłąkanym duchem. By zaznać ostatecznego spokoju, musi wstąpić w kogoś żywego, kto niebawem umrze i zostanie normalnie pochowany. W ten sposób „wchodzi” w Izidine’a – inspektora policji, który prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa dyrektora miejscowego domu starców…
[...] nikogo nie wzbogaca literatura, jeśli równocześnie, korzystając z wolnej ręki, nie może zajadać brzoskwini, jeśli nie spółkuje między dwiema stronicami, jeśli wychyliwszy się przez okno nie dowie się, że pięćdziesięcioro dzieci zmarło na skutek poparzeń w okolicach Sajgonu [...].