Zbiór szokujących, jak sam główny bohater, artykułów na temat popularnego serialu “Dr House”.
Autorzy esejów starają się zanalizować różne aspekty serialu, na przykład: Jak myśli House? Dlaczego House tak naprawdę zatrudnił Foremana, Cameron i Chase’a? Dlaczego Wilson wciąż się z nim przyjaźni? Kim, w zamierzeniu scenarzystów, miał być początkowo House? Jak rozpoznać oszustwa w serialu, którego głównym mottem jest “wszyscy kłamią”? Dlaczego pomysły House’a są lepsze niż wszstkich innych?
Autorami poszczególnych esejów są: Nick Mamatas, Craig Derksen, Lois Winston, Karen Traviss, Glenn McDonald, Donna Andrews, Jill Winters, Joyce Millman, Shan na Swendson, Robert T. Jeschonek, Geoff Klock, Jillian Hancock, Steven Rubio, Brad Sinor, Virgina Baker, Susan Engel i Sam Levin, James Gilmer, Mikhail Lyubansky i Elaine Shpungin, Linda Heath, Nancy Franklin.
Leah Wilson jest redaktorem książek: “Wisteria Lane: On America’s Favorite Desperate Housewives”, “James Bond in the 21st Century: Why We Still Need 007″, “Mapping the World of the Sorcerer’s Apprentice: An Unauthorized Exploration of the Harry Potter Series Complete Through Book Six”. Mieszka w Dallas.
Dr House – całkowicie bez autoryzacji
Leah Wilson
Prószyński
2009
Poruszając się dalej po twórczości Mastertona tym razem na tapetę wrzuciliśmy starą powieść “Dżinn”.
Słusznie powiedziane jest, iż prawdę często znajduje się w butelkach lecz jeszcze słuszniejsze jest powiedzenie, że ze starych butelek pochodzą stare prawdy (Dialekty Perskie).
Ze starożytnego naczynia uwolniony zostaje arabski demon, dżinn. Czy to za jego sprawą w tajemniczych okolicznościach giną strasznie okaleczeni ludzie? Czy to za jego sprawą ludzie zaczynają zachowywać się inaczej? Graham jak zwykle do ostatniej chwili pozostawia nas w napięciu, jednak w wypadku tej powieści nie jest to thrill porównywalny z “Muzyką zza światów”.
Wszystko jest przewidywalne od początku do końca. Nie mamy mocnego elementu zaskoczenia, wartkiej i skomplikowanej akcji. Jedynie postaci stworzone przez autora dają jako taki komfort czytelnikowi, który zdecyduje się wydać 20 pln na tę książkę.
Wątek dżinna nudnym jest i gdyby ten nie gwałcił jednego pokolenia brzydkich kobiet (taka jest ponoć legenda) i gdyby Masterton nie poświęcił stosunkom więcej czasu (czytaj stron) można by usnąć podczas lektury. Krew leje się gęsto jednak nuda bierze górę i przy kolejnej rzeźni dżinna zaczynamy ostro ziewać.
Zdecydowanie najgorsza powieść Mastertona, jaka kiedykolwiek wpadła w moje macki. Mam nadzieję, że kolejne powieści dadzą mi tego, czego u autora się poszukuje – momentów, chwil, które potem można powspominać opisując jego książkę.
Jak dostać za darmo niektóre stare książki? Wystarczy wejść na stronę Śląskiej Biblioteki Cyfrowej (sbc.org.pl) i podać tytuł książki. Jest to całkowicie legalne.
Czyli dlaczego Meyer i reszta powinny się uczyć od Mastertona?
W Nowym Jorku szaleje “wampirza” epidemia. Jej ofiary podrzynają gardła innym ludziom, a następnie wypijają ich krew. Ilość morderstw idzie w setki, w mieście wybucha panika. Osoby zakażone wirusem roznoszą go uprawiając seks z kolejnymi osobami, które same stają się nosicielami. Do walki z wampirami staje jasnowidz Harry Erskine, posiadający zdolność nawiązywania kontaktu z duchami. Pomaga mu jego duchowy przewodnik, indiański szaman Śpiewająca Skała, który przed laty stoczył pojedynek z najgroźniejszym z demonów – Misquamacusem. Okazuje się, że Misquamacus powrócił – w nowej postaci. W XIX wieku pewien biznesmen, z zemsty za zamordowanie rodziny przez Indian, sprowadził do Ameryki wampiry z Rumunii, które przetrwały w stanie uśpienia i odrodziły się 11 września 20O1 roku po ataku na World Trade Center…
Masterton – znany mi dotychczas z niebanalnego podejścia do spraw nadprzyrodzonych postanawia zmierzyć się z motywem wampira. Trzeba przyznać, że jako jeden z nielicznych do sprawy podszedł poważnie i nie zszargał “dobrego imienia” władców nocy (jak Meyer i reszta).
U Mastertona wampir jest zły, niebezpieczny i żądny morza krwi. Nie chodzi do szkoły, nie żywi się zwierzęcą krwią czy nie stara się zakochać w pięknej przedstawicielce rodzaju ludzkiego. Jest takim, jaki stworzyły go legendy i każda strona, która opisuje mroczne krypty z ponadprzeciętną ilością trumien wywołuje u czytelnika thrill. O to chodzi.
Autor być może przesadził z twierdzeniem, że wampiryzm przenosi się drogą płciową (chociaż jak zwykle opisy seksualnych uniesień bohaterów stanowią jego mocny atut) jednak patrząc na całość książki można mu takie fpa wybaczyć. Nawet, gdy wampiry Mastertona nie używają zębów do wysysania krwi – a bardziej gustują w ostrych narzędziach i fontannach czerwonego płynu wypływających z tętnic.
Bohaterowie jak zwykle realistyczni, ciekawi – przedstawieni wraz ze swoimi zaletami i wadami. Niemniej posiadający ogromną wiedzę na temat danego zjawiska (tu wampiryzm) dają nam nie tylko fantastyczną literacką ucztę ale także spory kawałek wiedzy na ten temat.
Przyjemnie jest czytać książkę od deski do deski (a tak jest w przypadku Mastertona). Więc nie czekać, tylko kąpać się w krwi Manitou. Najlepsza książka, jaką czytałem ostatnimi czasy.
Krew Maniotu
Graham Masterton
wydawnictwo Albatros
2007
Czyli nareszcie tajemnice kosmosu są na wyciagnięcie ręki i na zwykły ludzki umysł, który nie mógł opanować mega trudnych książek z zakresu nauki o kosmosie.
Jerzy jest niepocieszony, gdy Anna i jej ojciec muszą przeprowadzić się do Stanów, bo Eryk dostał pracę przy programie lotów kosmicznych – będzie szukać obcych form życia. Przyjaciele jednak nie rozstają się na długo. Kiedy Anna otrzymuje przerażające ostrzeżenie od kosmitów – a przynajmniej tak jej się zdaje - Jerzy spieszy na pomoc. On, Anna, superkomputer Kosmos i Ernest, irytujący nowy znajomy dziewczynki, natychmiast udają się na fantastyczną wyprawę w poszukiwaniu skarbu – po całej Galaktyce.
Akcja powieści jak na książkę, która ma nam wbić trochę do głowy rozwija się niesamowicie szybko. Nagle znajdujemy się w odległych galaktykach, które nie były nam dotąd znane z żadnych lekcji. Poznajemy dziwy nad dziwami, które opisane prostym językiem stają się dla nas tak jasne jak słońce. I lecimy dalej poszerzając naszą małą wiedzę o kosmosie.
Alfa centauri, Tytan czy system binarny – to niektóre pojęcia wyjaśnione w bardzo prosty sposób. Państwo Hawking włożyli dużo pracy w to, by po lekturze “Jerzego” każdy wyniósł choć małe pojęcie o otaczającym nas wszechświecie. Według mnie udaje im się to doskonale.
Doskonałe zdjęcia (szczególnie ziemi widzianej z kosmosu) dodają smaczku całej powieści. Trzeba również wspomnieć o doskonałych esejach, które znajdziemy w książce, a dotyczących podróżowania po wszechświecie. Czy kiedyś to się stanie? W jaki sposób? Co dzięki temu osiągniemy? Opowiadają tęgie głowy kosmicznych nauk językiem zrozumiałym (co dziwi – czytając ich inne pisarstwo).
Zadurzyliśmy się w języku, zdjęciach i ogromnie zyskanej wiedzy nie wspominając o bohaterach powieści dzięki którym możemy sobie tak podróżować. Trudno – Jerzy z pewnością nam wybaczy (podobnie jak reszta). Prawdziwy wzór pisania książek naukowych dla dzieci.
Chylę czoła i czekam na kontynuację.
Jerzy i poszukiwanie kosmicznego skarbu
Lucy i Stephen Hawking
wydawnictwo Nasza Księgarnia
2009
Czyli o początkach pewnego jabłuszka, które dzisiaj rządzi światem.
Kim jest Steve Wozniak? Dajmy encyklopedyczną wersję jego biografii:
Swój pierwszy komputer stworzył, gdy miał 13 lat [2]. W 1972 roku ukończył Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley.
W latach 1973-1976 pracował w firmie Hewlett-Packard. W 1976 założył wraz ze Stevem Jobsem, oraz Ronaldem Wayne’m firmę Apple. Zaprojektował od podstaw pierwszy komputer firmy Apple o nazwie Apple I, który przeznaczony był do samodzielnego montażu przez użytkownika. Jego różnorodne innowacje stworzyły podstawę pod początkowy sukces firmy.
Odszedł z Apple w 1985. W tym samym roku został odznaczony przez prezydenta USA National Medal of Technology.
Wziął udział w programie Dancing with the Stars (USA). Jego partnerką była Karina Smirnoff, zajęli 10. miejsce na 13 możliwych.
Dodajmy od siebie, że jest jednym z trzech założycieli Apple polskiego pochodzenia – więc to dwa pierwsze powody, dla których warto książkę przeczytać.
Sam Steve jakoś niewiele pisze o swoich polskich korzeniach (o rodzinie w ogóle) jednak jak zaznacza nie lubi dzielić się swoim prywatnym życiem, a swoimi projektami, które zrewolucjonizowały świat. Nie można jednak nie wspomnieć o jego dwóch żonach, zamiłowaniu do podróży oraz segwayów, których jest chyba największym fanem na świecie.
Dobrze – przejdźmy do meritum – Steve od dziecka naznaczony był na wynalezienie czegoś ekstra. Sukcesy na targach naukowych, poświęcanie czasu na budowanie skomplikowanych systemów elektronicznych i zabawa z telefonem (słynny telefon do papieża) zaowocowały Jabłuszkiem.
To jednak nie było by możliwe bez spotkania w pewnym okresie życia dwóch innych pasjonatów, którzy również chcieli rewolucjonizować świat. Pojawia się pytanie – czy to bajka, łut szczęścia, który przeznaczony jest tylko wybranym? Odpowiedź (według mnie) brzmi – nie, to sytuacja, która może zdarzyć się każdemu z nas – jeśli tylko będziemy tak konsekwentni jak Steve bawiąc się przy tym oczywiście. Bo dobry fun jest tak samo potrzebny jak talent.
Dość o życiu – czas na samą książkę. Jest szczera, czasem śmieszna – czasem smutna, ale niezwykle optymistyczna. Język luźnej opowieści sprawia, że jak w macu – przełączamy strona po stronie kolejne rozdziały, które napisane są tak, że w finale możemy sami zacząć myśleć o stworzeniu czegoś równie dobrego jak jabłuszko. Czy komuś się to uda (po lekturze Steve’a)? Myślę, że tak.
Wspomnienia nie tylko dla fanów nadgryzionego jabłuszka, ale dla wszystkich, którzy nie wierzą, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wszystko można, jeśli się chce Polecam
iWoz
Steve Wozniak Gina Smith
wydawnictwo Studio Emka
2009
Na całe szczęście Beata Andrzejczuk nie daje nam sieczki nic nie wartych wspomnień – a ciekawą opowieść o dojrzewaniu, problemach z nim związanych i kupę śmiechu, który tak rzadki ostatnio jest w wydawanych książkach.
Nie wiem, czy jestem normalna… Kapcie zamiast glanów? Jacek czy Bartosz? Miłość do dwóch chłopaków jednocześnie? Rozlatujące się przyjaźnie czy zmyślone problemy? Normalna szkoła czy wstrętna buda? Dom… wariatów czy kochany domek? Czy tylko mnie się takie rzeczy przytrafiają? A Ty nie masz czasem podobnych kłopotów? Bo może mój pamiętnik jest także dla Ciebie. Nikt nas przecież lepiej nie zrozumie, niż my siebie nawzajem! Pozdrawiam, Natka.
Nastka jest najbardziej typową nastolatką pod słońcem ze swoimi problemami na które nakładają się szkoła, rodzice, przyjaciele, pierwsze miłości oraz masa innych – niemniej dla nastolatki ważnych rzeczy. Co jednak sprawia, że warto poczytać sobie jej pamiętnik?
Przede wszystkim jego maksymalne oddanie polskich warunków życia młodzieży. Nie ma tam nic, czego nie znalibyśmy z autopsji – nudne polskie lekcje, wymagający nauczyciele, szare ulice, wypady do kina i rodzinne (polskie) tradycje, które zyskują (sic!) aprobatę młodzieży. Czegóż chcieć więcej?
Autorka doskonale posługuje się młodzieżowym slangiem. Doskonale znaczy – bez szytwniactwa i braku znajomości młodzieżowej gwary. Joł, spoko i lansik to dla autorki betka więc starzy mogą wyczaić w pamiętniku o co czasami chodzi ich dzieciom, a boją się o to zapytać.
Doskonały pomysł na graficzne przedstawianie rozmów z tlenu (nastka go uwielbia) jest dodatkowym elementem potwierdzającym autentyczność tej książki. Wszak internet to chleb powszedni dla młodzieży i w pamiętniku anno domini 2009 nie mogło go zabraknąć.
Najlepsze jednak w tym dziełku jest ukazanie rozwiązań pewnych problemów, które męczą większość młodzieży. Rozwiązania nieproste – które raz przynosi samo życie, a niekiedy musimy sami je zastosować pozwala nam traktować “Pamiętnik nastolatki” jako swoistego rodzaju panaceum na młodzieńcze kłopoty. Oby więcej takich.
Lekko, ciekawie i z refleksją – “Pamiętnik nastolatki” chociaż we fragmentach winien być czytany naszej współczesnej młodzieży. I z pewnością do niej przemówi i z pewnością da im do myślenia.
Polecam.
PS. Pamiętnik znajdziecie na blogu natalka.blox.pl
“Pamiętnik nastolatki”
Beata Andrzejczuk
wydawnictwo Rafael
2009
PODZIEMIA VENISS to przesiąknięta mrocznym pięknem i jednocześnie prawdziwie koszmarna opowieść, zdobywająca szturmem teren fantastycznej antyutopii, którą przekształca w zupełnie nową jakość. Jeff Vander Meer nie marnuje czasu na tworzenie konwencjonalnego, spójnego futurystycznego świata; zamiast tego jego postacie charakteryzują się niemal mitologiczną prostotą i żyją wśród krajobrazów, które wiele zawdzięczają zarówno Hieronimowi Boschowi i Salvadorowi Dali, jak i autorom SF, takim jak J.G. Ballard czy Simon Ings.
Rozgrywające się w świecie zewnętrznym katastrofy postępują ramię w ramię z głęboką refleksją i odkrywaniem przez bohaterów samych siebie. Pełno tu również intensywnych, rozrzuconych na wszystkich stronach powieści chwil piękna i grozy, żywcem wyjętych wprost z ze złego snu.
PODZIEMIA VENISS Jeffa VanderMeera ukazują się 26 czerwca w UCZCIE WYOBRAŹNI nakładem wydawnictwa Mag.
Jeff VanderMeer jest dwukrotnym laureatem World Fantasy Award, finalistą Hugo Award, Bram Stoker Award, IHG Award, Philip K. Dick Award, i innych. Publicysta The Washington Post, Publishers Weekly I innych, członek jury nagrody The Aisner Award, Jest autorem zaliczanym do nurtu New Weird, do którego zalicza się również Wieki Światła Iana McLeoda (wyd. MAG czerwiec 2006). O samym nurcie New Weird tak opowiada VanderMeer : New Weird jest typem miejskiej literatury osadzonej w fantastycznym świecie, która obala wyidealizowane wyobrażenia o scenografii znanej z tradycyjnej fantasy, a robi to najczęściej przez wybór realistycznych, kompleksowych modeli świata, stanowiących punkt wyjścia do kreacji, w której mogą łączyć się elementy zarówno sf, jak i fantasy. New Weird jako gatunek odznacza się wysoką jakością i by ją osiągnąć, używa elementów właściwych, na przykład, dla surrealistycznego horroru w kwestii stylu, tonu opowieści i efektów odbywa się to w połączeniu ze stymulującym wpływem pisarzy nowofalowych i ich następców (a także protoplastów, jak Mervyn Peake oraz francuscy/angielscy dekadenci).
New weirdowska literatura odnosi się do problematyki współczesnego świata, nawet jeśli w sposób zakamuflowany, nie zawsze jednak są to odwołania do kwestii politycznych. Częściowo odwoływanie się do współczesnego świata polega na potędze wizji autorskiej i poddaniu się dziwactwom, wizji nie zamkniętej w nawiedzonym domu na wrzosowiskach ani jaskini na Antarktydzie. To poddanie się (albo wiara) autora może przyjąć różne formy, przy czym część z pisarzy stosuje w tym celu techniki postmodernistyczne, niepodważające jednak wykreowanej w tekście fantastycznej rzeczywistości. (cytat pochodzi z antologii, którą opracował Jeff Vander Meer wspólnie z żoną Ann). Wywiad z Jeffem VanderMeerem przeprowadził dla portalu Katedra Jan Żerański http://katedra.nast.pl/artykul/3863/Wywiad-z-Jeffem-VanderMeerem/
Oficjalna strona autora http://www.jeffvandermeer.com
Od wtorku, 9 czerwca wraz z dziennikiem „Rzeczpospolita” w sprzedaży ukazuje się kolekcja „Magiczny Świat Jazzu”. Kolekcja składa się 20 książek. Do każdej z nich dołączono dwie płyty. Promocyjna cena pierwszego tomu pt. „Big-bandy” wynosi 9,99 zł. Kolejne będą sprzedawane po 24,99 zł.
Czyli majstersztyk w łączeniu thrillera oraz dobrej jakości horroru w jednej książce.
W windzie jednego z budynków w Cincinnati dochodzi do krwawego mordu. Młody mężczyzna zostaje zadźgany rzeźnickim nożem, a znajdująca się z nim w windzie kobieta jest poważnie ranna. Na podstawie jej zeznań, Molly, policyjna rysowniczka, sporządza portret pamięciowy mordercy. Czerwona Maska, bo taki pseudonim nadają mordercy policja i media, dopuszcza się kolejnych zbrodni i grozi, że całe miasto spłynie krwią. Sissy Sawyer – teściowa Molly, potrafi przewidywać przyszłość i ma zdolności parapsychiczne. Dzięki jej współpracy możliwe będzie zastawienie pułapki na psychopatę. Zanim jednak do tego dojdzie, wydarzy się wiele złego, a to, co niemożliwe, będzie musiało stać się możliwe…
Masterton stał się moim ulubionym pisarzem już po lekturze “Drapieżców”. Widzę jednak, że z każdą kolejną książką objawiają się jego nowe talenty do tworzenia historii, które już od początku nie są nudnawe i słabo napisane.
Od początku zaczyna się ostro. Magia i ezoteryka mieszają się z tajemniczym amuletem, który ma długą historię (w tym samego Van Gogha) i niesamowitą moc (obrazy ożywają). Czerwona maska sieje zniszczenie a prorocze sny jednej z bohaterek przybierają na sile, by w kulminacyjnym momencie rozwiązać zagadkę. Dochodzi do tego ożywianie zmarłych mężów oraz mocna zagadka kryminalna (której nie powstydził by się sam Krajewski). Finał – jak zwykle u Mastertona spokojny i … zwiastujący kolejną książkę (a może część?) tej opowieści.
Doskonała narracja (dzięku idealnemu tłumaczeniu) sprawia, że potok słów, zdarzeń i dialogów nie zalewa nas falą niezrozumiałą. Wręcz przeciwnie – możemy sobie pozwolić na chwilę oddechu, dzięki któremu ujrzymy cały talent autora – mistrza pomieszanych gatunków.
Nie każdemu udaje się w tak doskonały sposób wychodzić z trudnej sztuki – dwa w jednym. Masterton “Czerwoną maską’ udowadnia, że nie ma z tym najmniejszego problemu. Polecam i zasiadam do kolejnej jego książki – “Aniołowie Chaosu” – z pewnością będzie się działo.
“Czerwona maska”
Graham Masterton
wydawnictwo Rebis
2009
[...] nikogo nie wzbogaca literatura, jeśli równocześnie, korzystając z wolnej ręki, nie może zajadać brzoskwini, jeśli nie spółkuje między dwiema stronicami, jeśli wychyliwszy się przez okno nie dowie się, że pięćdziesięcioro dzieci zmarło na skutek poparzeń w okolicach Sajgonu [...].