Entries tagged as ‘graham masterton’
Masterton w najgorszej możliwej formie pokazuje dlaczego czasem warto dać sobie siana z pisaniem właśnie w “Ciało i krew”.

Pragnąc uratować dzieci od straszliwego przeznaczenia, ojciec ścina im głowy sierpem. Lisa i George odziedziczyli bowiem geny tajemniczych istot, pół-ludzi, pół-roślin, które w dawnych czasach nachodziły rolników, oferując im urodzaj – za cenę seksu z ich kobietami. Niepokornych czeka okrutna śmierć, która polega na wyjadaniu przez potwory ich wnętrzności po uprzednim odcięciu i przymocowaniu głowy.
Miało być mrocznie, a jest komicznie. Mordercze świnie, liście które zabijają i 30 srebrników dających życie wieczne to za mało, jak na Mastertona. Niestety autor się nie popisał i wypuścił gniota jakich mało.
Akcja plącze się sama w sobie i pewno autor wie, o co mu w kilkudziesięciu miejscach chodziło. Język jest zagmatwany a seksualne opisy Mastertona zeszły już do poziomu, gdzie nic nie puka (seks ze świniami). Bardziej to obrzydliwe niż nowatorskie – szkoda.
Legendy czeskie o Zielonym Janku nie trzymają się kupy, jednak bajka o przeszczepianiu fragmentów mózgu człowieka świni jest już poza wszelkim kanonem.
W skrócie nic ciekawego, w całości prawie 500 stronnicowej również. Masterton nie wspiął się tutaj na wyżyny horroru – ba nie wspiął się na wyżyny czegokolwiek więc nie warto poświęcać 30 złotych na taki shit. Nie polecam.
Ciało i krew
Graham Masterton
wydawnictwo Albatros
2008
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: albatros, ciało, ciało i krew, graham masterton, krew, wydawnictwo albatros, świnia, świńska grypa
Czyli kolejna książka Grahama Mastertona, która tym razem podoba się bez bicia.

Zamożny adwokat Craig Bellman decyduje się kupić podupadłą wiejską rezydencję zbudowaną przed laty przez ekscentrycznego milionera, znanego z umiłowania do hazardu oraz wyjątkowej mściwości. Pomimo iż dom zdecydowanie nie podoba się jego żonie Effie, a wkrótce ginie w nim w tajemniczych okolicznościach inspektor budowlany, nic nie jest w stanie odwieść Bellmana od przyjętego postanowienia.
Effie dostrzega, że mąż zmienia się psychicznie i fizycznie, upodabniając do pierwszego właściciela domu. Wkrótce potem ktoś uśmierca niewierną kochankę i nielojalnego wspólnika Craiga oraz bandytów, którzy napadli i okaleczyli go na nowojorskiej ulicy. Odciski palców wykluczają Bellmana z grona podejrzanych, choć inne dowody wskazują, że to właśnie on jest sprawcą…
Tyle o akcji, więc przejdźmy do sedna. Zdarzenie goni zdarzenie i nic nie jest nudne (jak to miało niestety miejsce w poprzednich czytanych przeze mnie powieściach Grahama). Na całe szczęście gdzieś w niebyt odeszli jego ulubieni indianie ustępując miejsca Norwegom i legendom Skandynawii (mniam) oraz hazardowym szatanom (równie smakowite). Chociaż szczerze przyznam, że morderstwa nie są tak ciekawe, jak zapowiada wstępniak wydawcy.
Doskonały język (znów brawa dla tłumacza) i ciekawa narracja nie pozwalają się nudzić. Dialogi na całe szczęście mają coś wspólnego z rzeczywistością, chociaż teoria bytów psychologicznych nie przekonuje. Cóż – książek doskonałych na razie brak.
Dobre na wakacyjny wypad; trochę gorzej z czytaniem podczas jesiennych wieczorów. Pieniądze jednak na książkę wydane nie zostaną zmarnowane.
Walhalla
Graham Masterton
wydawnictwo Amber
2008
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: graham masterton, książka, książki, literaura, recenzja, recenzje, walhalla
Czyli Graham Masterton nie jest tak do końca pisarzem wybitnym.

Mieszkająca pod Minneapolis agentka nieruchomości Lily Blake pada ofiarą nocnego napadu. Ktoś uprowadza jej dzieci. Lily ledwie uchodzi z życiem. O porwanie podejrzewa byłego męża. FBI jest bezradne. Kobieta decyduje się, więc zwrócić o pomoc do prywatnego detektywa. Ten z kolei wciąga w sprawę szamana Siuksów. Wezwany na pomoc duch – Wendigo – pomoże odnaleźć dzieci, pod warunkiem, że Lily doprowadzi do zwrotu indiańskich ziem zagarniętych pod zabudowę. Kiedy pojawiają się pierwsze ofiary, Lily zaczyna żywić wątpliwości, co do słuszności działań upiornego sojusznika. Wendigo łaknie zapłaty i nikt – ani nic – nie jest w stanie go powstrzymać…
Motywy indiańskie u Masterona są równie częste co jego podobne i bardzo fizyczne opisy robienia kolejnego loda głównemu bohaterowi. Niemniej jednak – o ile lody są jeszcze przyjemne, o tyle indiańskie szamany i inne bzdety psują powieść od pierwszej strony.
Duchy ratujące dzieci – nowe i dobre, jednak patrząc na całość ogólnie nieprzekonujące. Duchy indiańskie też słabe, co nie znaczy, że ktoś/kiedyś nie ukręci z tych motywów dobrego horroru. W tym wypadku niestety tak nie jest.
Sztuczność dialogów oraz sytuacji bije po oczach (i mózgu) więc spokojnie można darować sobie powieść nadal dobrego autora i sięgnąć po coś innego. Po co się wk…?
Wendigo
Graham Masterton
wydawnictwo Amber
2007
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: graham masterton, książka, książki, lietratura, wendigo
Czyli znów Masterton nie porywa, aczkolwiek nie napisał totalnego gniota.

Dwójka uczniów ginie spalona żywcem podczas randki w domku plażowym. Grozę sytuacji podkreśla fakt, że spaliło się jedynie łóżko, na którym leżeli, zaś dom pozostał nietknięty. Na ścianie utrwalił się fotograficzny wizerunek umierających. W mieszkaniu, które Jim wynajmuje od kolegi z pracy, ma miejsce podobne zdarzenie – w płomieniach staje kotka Jima. Wydaje się, że istnieje związek między tym wypadkiem, a XIX-wiecznym portretem tajemniczego mężczyzny, dagerotypisty Roberta Vane’a, który wisi w mieszkaniu. Jim stara się dowiedzieć czegoś więcej o Vanie. Okazuje się, że był on podejrzewany o wzniecanie pożarów, a nawet morderstwa. Tymczasem ktoś dybie na życie Jima, mają miejsce kolejne dziwne zdarzenia…
Tyle wydawca. Sama akcja może i ciekawa (nie ma to jak ludzie – aparaty fotograficzne wysysające złą stronę człowieka, by siać chaos i zniszczenie) jednak na tym pomysł się kończy. Dodajmy do tego jeszcze niesamowite zdolności Jima do widzenia duchów – jednak to za mało, by przyciągnąć skutecznie uwagę.
Historia rozwija się szybko, choć zdecydowanie wieje nudą. Zwęglone ciała, krew nie leje się w ogóle, a przerażenie i strach widać tylko na okładce (zresztą słabiutkiej). Dialogi są pompatyczne i niesamowicie sztuczne, co rzadkie jest u Mastertona. Cóż – pisać samych arcydzieł nie potrafi chyba i on.
Książka z 2004 roku więc trudno będzie ją dostać (na całe szczęście). Zainwestujcie lepiej w inne – ciekawsze pozycje.
Ciemnia
Graham Masterton
wydawnictwo Amber
2004
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: ciemnia, graham masterton, horror, indeksowanie, książka, książki, literatura, wydawnictwo amber
Czyli Masterton, jaki mi się podoba.

Akcja powieści jest niesamowicie wciągająca. W Richmond dochodzi do serii okrutnych zbrodni, których policja nie potrafi wyjaśnić. Sprawca posługuje się niewidzialną szablą, nie pozostawia po sobie żadnych śladów. Aby rozwikłać zagadkę, detektyw Decker będzie musiał poznać tajemnice magicznej religii z Czarnego Lądu.
Masterton daje w “Szarym Diable” to, co ma do zaoferowania najlepszego. Wartka akcja, która nie kończy się kulminacją w połowie książki, której reszta to samo dopowiedzenia. Doskonałe rozeznanie tematu magii i wierzeń czarnego lądu zasługuje na szczególną uwagę bo jest to motyw niewałkowany przez wszystkich. No i ten thrill przechodzący po plecach, gdy zło czai się na kolejnej karcie powieści – prawdziwy majstersztyk.
Oczywiście wśród ochów i achów są i rzeczy, które w Mastertonie i jego stylu przestają się podobać. Opisy seksualnych orgii były dobre, ale z czasem się już przejadły. Brak im finezji – każde bara bara u Mastertona ma taki sam wstęp, początek i zakończenie. Kobiety mogą czuć się obrażone, bo autor zawsze traktuje je jako narzędzie. Ale cóż, taki urok Grahama.
Niektóre motywy (jak zmarła kochanka detektywa) trącą myszką, gdy pojawiają się okryte kocem lub głowa eksploduje im podczas rozmowy. Na całe szczęście takich kwiatuszków nie ma zbyt wiele, więc można spokojnie i bez nerwów dotrzeć do niezłego finału.
Jak zwykle język oraz styl powieści są najmocniejszą stroną całego przedsięwzięcia. Brawa dla tłumacza oraz samego autora, który w oryginale robi jeszcze większe wrażenie.
Pomimo lat paru, które minęły od wydania tej książki w Polsce nadal dobra i niesamowicie wciągająca. Tak tworzy się pomnik opierający się sile czasu.
Polecam.
Szary diabeł
Graham Masterton
wydawnictwo Albatros
2004
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: graham masterton, książka, książki, recenzja, szary diabeł, wydawnictwo amber
Czyli jak Masterton umie pisać nowele bez polotu.

Kelly O’Sullivan jest uczennicą w salonie fryzjerskim słynnego stylisty, Simona Crane’a. Ale praca okazuje się mniej efektowna, niż sobie wyobrażała. Jej obowiązki obejmują m.in. sprzątanie salonu i wynoszenie toreb z włosami do piwnicy. Któregoś dnia odkrywa na swoim ramieniu kilka różnego koloru włosów, które nie dają się w żaden sposób usunąć. Potem w jej otoczeniu zaczynają dziać się jeszcze dziwniejsze rzeczy: w zagadkowych okolicznościach giną ludzie – stylista, z którym Crane kiedyś się poróżnił, kobieta, która odmawiając sprzedaży mieszkania, uniemożliwiła mu rozwój biznesu. Kelly niespodziewanie nabiera magicznej wręcz siły…
To tym trzykropku następują rzeczy, od których włosy nie jeżą się na głowie, a człowiek spokojnie kończy sobie tę krótką nowelkę Mastertona. No właśnie – nowelkę? Bo powieścią tego nie nazwiemy, a i do najlepszych książek tego autora sporo jednak brakuje.
Szkoda, że tak dobra okładka i niska cena nie idą w parze z treścią opowieści. Nuda, brak polotu i sztampowe zakończenie to główne zarzuty, jakie stawiam Mastertonowi w tym wypadku. Jak widać, nie wszystko można napisać idealnie, więc jeśli tak się stanie powinno się książkę wyrzucić do kominka. Niestety, w tym wypadku wrzucono je na księgarskie półeczki.
Dobry język nie zrekompensuje nam czasu poświęconego na sto i ciut ciut stron słabej opowieści. Nawet włosy i fryzjerzy, którzy chcą rządzić dzielnicą nie będą nas przerażać. Pomysł dość dobry, jednak w pewnym momencie autor zapomniał, że pisze o czymś szatańskim. A szkoda – miało przerażać, a śmieszy.
Jeśli macie do wyboru inne książki – wybierajcie śmiało. A tę zostawcie spokojnie na półce do zwrotów.
Nie polecam.
Szatańskie włosy
Graham Masterton
wydawnictwo Amber
2008
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: amber, graham masterton, książka, nowela, recenzja, recenzje, szatańskie wlosy, wydawnictwo
Mała forma być może bardziej udowadnia talent Mastertona, niż jego długie powieści.

Okruchy strachu to antologia 14 opowiadań, których wspólnym tematem jest strach w najróżniejszych odmianach. Niektóre z nich ukazały się przed laty w zbiorze Świat Grahama Mastertona; dwa zostały specjalnie napisane do nowego wydania książki. Są wśród nich opowiadania nominowane do nagród literackich British Fantasy Award i World Fantasty Award.
14 opowiadań, a ile radości z poświęconego książce czasu – tak może być tylko w wypadku Mastertona. Architekt, który dziwnym trafem zaczyna rysować przypadkowo napotkaną kobietę kończy tragicznie. Upokorzony mąż zmienia płeć, by zemścić się za morderstwo swojej żony. Zdradzany mąż, który w burdelu odkrywa miłość swojego życia – miłość, która może odbywać się (i przeżyć) tylko w jednym domu…
Ciarki przechodzą po plecach, zaczyna ogarniać nas strach (a nie jak sugeruje tytuł tylko jego okruchy). Strach jak najbardziej realny, bo Masterton w swojej krótkiej formie daleki jest o tworzenia maksymalnej fikcji. Wszystkie wydarzenia mogły się wydarzyć i mogły (podobnie do książki) zmienić życie ludzi, którzy ich doświadczyli. Więc niech nie zdziwi cię czytelniku, gdy podobne sytuacje przydarzą się tobie, bo w “istniejących światach równoległych wszystko jest możliwe”.
Czytanie napisanych doskonałym językiem 14 opowiadań pozwala jednak zmierzyć się ze strachami, które tkwią w nas od dawna. Jak dobra psychologiczna terapia doznamy szoku, a zaraz potem ukojenia jeśli chodzi o lęk przed wodą, zamknięciem w trumnie czy też zdradą. Oczywiście nie ze wszystkich fobii da się wyleczyć – niektóre jeszcze bardziej spotęgują nasz strach przed nimi – “takie jest jednak życie”.
Doskonała lektura na letnie leniuchowanie.
Okruchy strachu
Graham Masterton
wydawnictwo Amber
2007
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: graham masterton, książka, okruchy strachu, recenzja, wydawnictwo amber
Poruszając się dalej po twórczości Mastertona tym razem na tapetę wrzuciliśmy starą powieść “Dżinn”.

Słusznie powiedziane jest, iż prawdę często znajduje się w butelkach lecz jeszcze słuszniejsze jest powiedzenie, że ze starych butelek pochodzą stare prawdy (Dialekty Perskie).
Ze starożytnego naczynia uwolniony zostaje arabski demon, dżinn. Czy to za jego sprawą w tajemniczych okolicznościach giną strasznie okaleczeni ludzie? Czy to za jego sprawą ludzie zaczynają zachowywać się inaczej? Graham jak zwykle do ostatniej chwili pozostawia nas w napięciu, jednak w wypadku tej powieści nie jest to thrill porównywalny z “Muzyką zza światów”.
Wszystko jest przewidywalne od początku do końca. Nie mamy mocnego elementu zaskoczenia, wartkiej i skomplikowanej akcji. Jedynie postaci stworzone przez autora dają jako taki komfort czytelnikowi, który zdecyduje się wydać 20 pln na tę książkę.
Wątek dżinna nudnym jest i gdyby ten nie gwałcił jednego pokolenia brzydkich kobiet (taka jest ponoć legenda) i gdyby Masterton nie poświęcił stosunkom więcej czasu (czytaj stron) można by usnąć podczas lektury. Krew leje się gęsto jednak nuda bierze górę i przy kolejnej rzeźni dżinna zaczynamy ostro ziewać.
Zdecydowanie najgorsza powieść Mastertona, jaka kiedykolwiek wpadła w moje macki. Mam nadzieję, że kolejne powieści dadzą mi tego, czego u autora się poszukuje – momentów, chwil, które potem można powspominać opisując jego książkę.
Nie polecam.
Dżinn
Graham Masterton
wydawnictwo Rebis
2006
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: 40 rozbójników, ali baba, baśń, ciekawostka, dżin, dżinn, graham masterton, książka, opi, opinia, recenzja, wydawnictwo rebis
Czyli dlaczego Meyer i reszta powinny się uczyć od Mastertona?

W Nowym Jorku szaleje “wampirza” epidemia. Jej ofiary podrzynają gardła innym ludziom, a następnie wypijają ich krew. Ilość morderstw idzie w setki, w mieście wybucha panika. Osoby zakażone wirusem roznoszą go uprawiając seks z kolejnymi osobami, które same stają się nosicielami. Do walki z wampirami staje jasnowidz Harry Erskine, posiadający zdolność nawiązywania kontaktu z duchami. Pomaga mu jego duchowy przewodnik, indiański szaman Śpiewająca Skała, który przed laty stoczył pojedynek z najgroźniejszym z demonów – Misquamacusem. Okazuje się, że Misquamacus powrócił – w nowej postaci. W XIX wieku pewien biznesmen, z zemsty za zamordowanie rodziny przez Indian, sprowadził do Ameryki wampiry z Rumunii, które przetrwały w stanie uśpienia i odrodziły się 11 września 20O1 roku po ataku na World Trade Center…
Masterton – znany mi dotychczas z niebanalnego podejścia do spraw nadprzyrodzonych postanawia zmierzyć się z motywem wampira. Trzeba przyznać, że jako jeden z nielicznych do sprawy podszedł poważnie i nie zszargał “dobrego imienia” władców nocy (jak Meyer i reszta).
U Mastertona wampir jest zły, niebezpieczny i żądny morza krwi. Nie chodzi do szkoły, nie żywi się zwierzęcą krwią czy nie stara się zakochać w pięknej przedstawicielce rodzaju ludzkiego. Jest takim, jaki stworzyły go legendy i każda strona, która opisuje mroczne krypty z ponadprzeciętną ilością trumien wywołuje u czytelnika thrill. O to chodzi.
Autor być może przesadził z twierdzeniem, że wampiryzm przenosi się drogą płciową (chociaż jak zwykle opisy seksualnych uniesień bohaterów stanowią jego mocny atut) jednak patrząc na całość książki można mu takie fpa wybaczyć. Nawet, gdy wampiry Mastertona nie używają zębów do wysysania krwi – a bardziej gustują w ostrych narzędziach i fontannach czerwonego płynu wypływających z tętnic.
Bohaterowie jak zwykle realistyczni, ciekawi – przedstawieni wraz ze swoimi zaletami i wadami. Niemniej posiadający ogromną wiedzę na temat danego zjawiska (tu wampiryzm) dają nam nie tylko fantastyczną literacką ucztę ale także spory kawałek wiedzy na ten temat.
Przyjemnie jest czytać książkę od deski do deski (a tak jest w przypadku Mastertona). Więc nie czekać, tylko kąpać się w krwi Manitou. Najlepsza książka, jaką czytałem ostatnimi czasy.
Krew Maniotu
Graham Masterton
wydawnictwo Albatros
2007
Kategorie: Przeczytane
Otagowane: akcja, book, ciekawostka, graham masterton, idea, indianie, krew manotou, książka, opi, opinia, recenzja, wampir, wampiry