Książki (nie) tylko z górnej półki

Nieznany Miron ujawniony

lipiec 14, 2009 · Dodaj komentarz

Późną wiosną 1975 roku Miron Białoszewski przeprowadził się z warszawskiego Śródmieścia na Saską Kępę, do świeżo wybudowanego bloku przy ulicy Lizbońskiej. Niewydane dotąd w całości “Chamowo” dokumentuje rok życia pisarza w nowym miejscu.

miron białoszewski

świtkiem 20 czerwca

W końcu nocy powyglądałem oknem ze schodów. Jedno okno gdzieś trzaskało. Zaszedłem na filmowy korytarz na jedenaste piętro. Sprawdzić latające okno i czy tam kto mieszka, bo na wąskim boku domu są balkony, co dziwniejsze, jest balkon i na jedenastym piętrze. Sunąłem wzdłuż korytarza do końca, rezygnując z nocnej galerii widoków, bo mnie zaniepokoiły drzwi na drugim końcu, do tego właśnie tajemniczego pomieszczenia z oknem i balkonem. Zarysowała mi się w połowie iścia klamka, zawiasy, drzwi.

– Jak ja to przegapiłem? I oni?

Im bliżej, tym wyraźniej. I nagle klamka i zawiasy odskakują, to są liczniki na bocznej ścianie. Drzwi nikną, okazują się majakiem perspektywy. Ściany i schody. Nie wiadomo skąd się tam wchodzi. Wracając, sprawdziłem zapieczętowane jedyne drzwi. Nie mają numeru. Ale mają dzwonek i judasz. Z kolei one mnie zaniepokoiły. Czy to będzie dyżurka? Będę musiał wtedy dzielić z kimś jedenaste piętro. Kiedy schodziłem, lunął na mnie przeciąg. Podleciałem w bok – a to trzaska i wieje okno zawindowe. Chcę zamknąć, a ono się nie daje. Jeden zawiasik zagięty. Zmartwiłem się, że na moim piętrze takie niedociągnięcie. Będzie zimno, nim zreperują. Ta klatka? Ta, bo widzę drzwi 65.

– Tylko dlaczego wózek zabrali? Na noc?

Może się popili, siłowali z oknem. Wracam do siebie, a to mieszkanie 65, a przecież ja mam nie 65, a 62. Nie moje piętro.

Zebrałem się do wyjścia. Okazało się, że jest ciemno, ciepło. I pusto. Szedłem dość prędko spod mostku pod górę, cały czas wąskim lewym chodniczkiem Trasy przy barierze. W pewnej chwili ukazał się za barierą grodzącą jezdnię, za dwiema jezdniami, przy barierze przeciwnej chłopak. Szedł w stronę przeciwną. Poczułem do niego sympatię, choćby dlatego, że szedł na piechotę przez most. Przy Wiśle natrafiłem na podest, z którego trzeba zejść do połowy, a potem z niego wejść znów na most, ale już między grubą barierą od wpadnięcia pod samochód a normalną barierą do opierania łokci, od Wisły. Na podeście w cieniu stał chłop w gaciach. Podciągnął spodnie i zapiął, wziął teczkę i ruszył podestem naprzeciw. Starszy. Minąłem go. Zeszedł na sam dół, pod most, ale między filarami wrócił, poszedł na dalszą część Wału Miedzeszyńskiego. Wyglądało na to, że szukał dojścia do samej wody, a dojść tam nie ma. Z mostu granatowe otchłanie Wisły. Z drzewami. Po lewej. Nad środkiem konstelacja świateł. A to Trasa w skrócie, w górę, z wlotem pod Aleje Ujazdowskie, nad światłami latarni, tuneli wielopalącosięokienny dwudziestopiętrowiec. „Riwiera”. Za Wisłą, a przed odnogą w dole piasek. Patrzę, idzie po nim robot. Wyłonił się spod filarów. Niesie antenę. Głowa sztuczna. A to hełm. Chude, wysokie ubranie. Kroki dziwne, trudne. Idę, a mój cień padający z mostu na piasek zbliża się do jego cienia na piasku. Pomyślałem, że się o mnie dowie. Mijamy się cieniami, patrzy w górę. Zobaczył człowieka. Idzie dalej. Trudno, bo piasek. Do drzew, może coś mierzyć. Bo na moście czeka samochód roboczy. Za powrotem skręciłem spod filarów i Paryskiej w boczne przejścia, długie, łamane i gęste. Między parkanami. Domki, zapachy. Wplątałem się tak, że straciłem orientację. Przejście jak korytarzem, a tu odchodzi nagle uliczka Grecka. Plączę się dalej: Rumuńska. Myślę sobie

– Gdzie ja wyjdę?

Ukazują mi się wielkie drzewa, bariera, podniesienie jakiejś jezdni.

– Nic innego, tylko Wisła. Ale dom. Wielki, długi, szary.

Po paru krokach orientacji okazało się, że to mój dom z najkrótszej strony i moje topole. I jezdnia mostku.

więcej na dziennik.pl

Kategorie: Nowinki
Otagowane: , , , , , , , ,

0 odpowiedzi jak dotąd ↓

  • Nie ma jeszcze komentarzy... Zacznij porywającą dyskusję, wypełniając formularz poniżej.

Dodaj komentarz