Czyli jak Masterton umie pisać nowele bez polotu.

Kelly O’Sullivan jest uczennicą w salonie fryzjerskim słynnego stylisty, Simona Crane’a. Ale praca okazuje się mniej efektowna, niż sobie wyobrażała. Jej obowiązki obejmują m.in. sprzątanie salonu i wynoszenie toreb z włosami do piwnicy. Któregoś dnia odkrywa na swoim ramieniu kilka różnego koloru włosów, które nie dają się w żaden sposób usunąć. Potem w jej otoczeniu zaczynają dziać się jeszcze dziwniejsze rzeczy: w zagadkowych okolicznościach giną ludzie – stylista, z którym Crane kiedyś się poróżnił, kobieta, która odmawiając sprzedaży mieszkania, uniemożliwiła mu rozwój biznesu. Kelly niespodziewanie nabiera magicznej wręcz siły…
To tym trzykropku następują rzeczy, od których włosy nie jeżą się na głowie, a człowiek spokojnie kończy sobie tę krótką nowelkę Mastertona. No właśnie – nowelkę? Bo powieścią tego nie nazwiemy, a i do najlepszych książek tego autora sporo jednak brakuje.
Szkoda, że tak dobra okładka i niska cena nie idą w parze z treścią opowieści. Nuda, brak polotu i sztampowe zakończenie to główne zarzuty, jakie stawiam Mastertonowi w tym wypadku. Jak widać, nie wszystko można napisać idealnie, więc jeśli tak się stanie powinno się książkę wyrzucić do kominka. Niestety, w tym wypadku wrzucono je na księgarskie półeczki.
Dobry język nie zrekompensuje nam czasu poświęconego na sto i ciut ciut stron słabej opowieści. Nawet włosy i fryzjerzy, którzy chcą rządzić dzielnicą nie będą nas przerażać. Pomysł dość dobry, jednak w pewnym momencie autor zapomniał, że pisze o czymś szatańskim. A szkoda – miało przerażać, a śmieszy.
Jeśli macie do wyboru inne książki – wybierajcie śmiało. A tę zostawcie spokojnie na półce do zwrotów.
Nie polecam.
Szatańskie włosy
Graham Masterton
wydawnictwo Amber
2008
2 odpowiedzi jak dotąd ↓
zuo // czerwiec 25, 2009 @ 7:09 am |
i dlatego opowiadam się za pilipiukiem i kingiem
sprawdzeni, wiadomo czego można się spodziewać a i tak zaskoczą
tomaszalbecki // czerwiec 25, 2009 @ 8:01 am |
oj misiaczku
jadę do biblioteki